sobota, 17 listopada 2012


Rozdział 1
Następnym miejscem jest nasza ławeczka w parku, idź tam a znajdziesz następną
wiadomość”. Czym prędzej wyszłam z domu i pobiegłam do centrum Londynu, w poszukiwaniu następnej wiadomości.


Biegłam, podekscytowana ile sił w nogach potrącając ludzi, którzy spoglądali na mnie ze złością w oczach, a nie kiedy natknęłam się na niemiłe słowa z ich ust. No nic, więc przez ten mój pośpiech i głupotę wpadłam na jakiegoś chłopaka, wytrącając mu kawę z rąk.
- Patrz co zrobiłaś! - krzyknął nieznajomy. Chwilę mu się przyjrzałam i stwierdziłam że skądś kojarzę tą słodką buźkę. Ahh, no tak to ten z tego zespołu... Eh, nie mogę sobie przypomnieć jak się on nazywał... zdaję się że One Direction.
- Sorry, naprawdę nie chciałam, zaraz Ci oddam kasę za kawę – mówiąc to wyciągnęłam z kieszeni szortów portfel – 10 dolców wystarczy?- spytałam z wahaniem.
- Nie, no bez przesady, nie musisz mi płacić – odpowiedział zmieszany – naprawdę, nic się nie stało.
- Ale na pewno? Przepraszam, straszna ze mnie gapa, po prostu strasznie się śpieszę.
- Naprawdę, nic nie szkodzi, a tak przy okazji jestem Harry, a ty?
- Zoey, miło mi Cie poznać, w końcu codziennie nie spotyka się takiej wielkiej gwiazdy na chodniku – zaśmiałam się
- Heh, z tą wielką gwiazdą to lekka przesada, ale no cóż takie życie, a tak poza tym to mnie akurat można spotkać tu wprawdzie codziennie. - odpowiedział Harry.
- Cenna wiadomość- roześmialiśmy się oboje – przepraszam jeszcze raz, muszę już pędzić- poinformowałam lokowatego.
- Ok, nie będę Cię zatrzymywał, do zobaczenia mam nadzieję że się jeszcze kiedyś spotkamy.
- Możliwe... Pa – odkrzyknęłam na koniec i pognałam dalej.
Wow to było przedziwne , kurcze że akurat musiałam wpaść na niego, wielkiego wroga mojego przyjaciela. A no tak, zapomniałam pewnie Wam wspomnieć że Nathan jest członkiem zespołu
The Wanted”. No ale jak to powiedział Harry „ takie życie” Kiedy dobiegłam do parku, już z daleka ujrzałam naszą ławkę , zawsze na niej z Nathanem siedzimy nom i wprawdzie koło niej się poznaliśmy. Na ławce przyklejona była następna karteczka „Uff, pewnie jak to czytasz to znaczy że ją znalazłaś, już się bałem że ktoś ją zwinie, podoba Ci się moja zabawa? Jeśli tak to idź za strzałkami, pierwsza jest na drzewie, gdzie wyryte są nasze imiona. Powodzenia.
Ps. Już całkiem nie daleko. Nath”
W duchu cichutko się zaśmiałam, cały Nathan, co on znowu wymyślił, ale strasznie jestem ciekawa co to jest, więc nie pozostaje mi nic innego jak iść za tymi wskazówkami.
* Po pewnym czasie w domu Harrego
Wow, zastanawia mnie ten wypadek, ta dziewczyna, to wszystko. To musiało coś znaczyć. Zoey jest taka piękna, ale zapewne uważa mnie za zadufanego w sobie dupka. Mam nadzieję że jeszcze ją spotkam. Nagle usłyszałem szuranie na korytarzu i ktoś wtargnął do mojego pokoju bez pukania.
- Lou, mówiłem Ci żebyś nauczył się w końcu pukać !– lekko uniosłem głos, na szczęście on się tym zbytnio nie przejął. Wyszedł z mojego pokoju po czym rozległo się głośnie pukanie.
- Proszę -powiedziałem – sorry Lou że tak na ciebie naskoczyłem
- Spoko Hazz , ale widzę że Cię coś gryzie, co jest? - spytał z troską
- No bo wiesz... - zacząłem
- No nie Harry Styles się jąka, to znaczy tylko jedno... moje małe Hazziątko się zakochało – powiedział dumnie
- Co?! Wcale nie – zaprotestowałem
- Wcale tak, ale wiesz co foch normalnie, ja tu się tak o ciebie troszczę a ty mnie zdradzasz, nie pomyślałeś o moich uczuciach a co z Larrym Forever ?– powiedział płaczliwym tonem.Po chwili oboje pokładaliśmy się ze śmiechu. Po krótce opowiedziałem Lou co i jak.
- Ok, wiedzę że sprawa jest poważna, ale niestety na razie nie da się nic z tym zrobić. Nie znasz jej nazwiska, nie wiesz gdzie mieszka, w Londynie jest dużo dziewczyn o imieniu Zoey. - powiedział Lou z nutką smutku- przykro mi kochany.
- Trudno, masz rację, ale jutro przejdę się jeszcze raz do Starbuksa po kawę, może tam ją spotkam – powiedziałem z uśmiechem – przynajmniej mam taką nadzieję.
* Zoey
Wreście dotarłam jak się zdaję do ostatniej wskazówki.Zerwałam karteczkę z drzewa i przeczytałam: „Odwróć się”. Gdy to wykonałam zobaczyłam Nathana z bukietem czerwonych róż w ręku.
- A to dla solenizantki – uśmiechnął się wręczając mi kwiaty
- Dzięki słońce, wiesz że nie musiałeś – powiedziałam lekko muskając jego policzek.
- Wiem, ale chciałem. Mam coś jeszcze dla ciebie – mówiąc to wyciągnął zza siebie mały pakunek, zawinięty w fiołkową folię na prezenty.
- Nath, normalnie Cię wielbię – krzyknęłam po odpakowaniu prezentu. Była to krótka beżowa sukienka.
- Cieszę się, że ci się podoba, a teraz rusz tą swoją zgrabną pupcię i chodź- zapowiedział mi
- Ale gdzie? - zdziwiłam się
- Jak to gdzie, na imprezę, kochanie zabiorę Cię do najlepszego klubu w mieście. Ale najpierw musimy zajrzeć do ciebie – powiedział Nathan
- Ok, przecież muszę się przebrać – przyznałam mu rację
- Dobra, nie gadaj już tyle, tylko chodź – wypowiadając te słowa wziął mnie pod ramię i ruszyliśmy.

No i co myślicie o tym rozdziale? /Hazzoholiczka <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz