Rozdział
1
„ Następnym
miejscem jest nasza ławeczka w parku, idź tam a znajdziesz następną
wiadomość”.
Czym prędzej wyszłam z domu i pobiegłam do centrum Londynu, w
poszukiwaniu następnej wiadomości.
Biegłam,
podekscytowana ile sił w nogach potrącając ludzi, którzy
spoglądali na mnie ze złością w oczach, a nie kiedy natknęłam
się na niemiłe słowa z ich ust. No nic, więc przez ten mój
pośpiech i głupotę wpadłam na jakiegoś chłopaka, wytrącając
mu kawę z rąk.
- Patrz co
zrobiłaś! - krzyknął nieznajomy. Chwilę mu się przyjrzałam i
stwierdziłam że skądś kojarzę tą słodką buźkę. Ahh, no tak
to ten z tego zespołu... Eh, nie mogę sobie przypomnieć jak się
on nazywał... zdaję się że One Direction.
- Sorry,
naprawdę nie chciałam, zaraz Ci oddam kasę za kawę – mówiąc
to wyciągnęłam z kieszeni szortów portfel – 10 dolców
wystarczy?- spytałam z wahaniem.
- Nie, no bez
przesady, nie musisz mi płacić – odpowiedział zmieszany –
naprawdę, nic się nie stało.
- Ale na pewno?
Przepraszam, straszna ze mnie gapa, po prostu strasznie się śpieszę.
- Naprawdę,
nic nie szkodzi, a tak przy okazji jestem Harry, a ty?
- Zoey, miło
mi Cie poznać, w końcu codziennie nie spotyka się takiej wielkiej
gwiazdy na chodniku – zaśmiałam się
- Heh, z tą
wielką gwiazdą to lekka przesada, ale no cóż takie życie, a tak
poza tym to mnie akurat można spotkać tu wprawdzie codziennie. -
odpowiedział Harry.
- Cenna
wiadomość- roześmialiśmy się oboje – przepraszam jeszcze raz,
muszę już pędzić- poinformowałam lokowatego.
- Ok, nie będę
Cię zatrzymywał, do zobaczenia mam nadzieję że się jeszcze
kiedyś spotkamy.
- Możliwe...
Pa – odkrzyknęłam na koniec i pognałam dalej.
Wow to było
przedziwne , kurcze że akurat musiałam wpaść na niego, wielkiego
wroga mojego przyjaciela. A no tak, zapomniałam pewnie Wam wspomnieć
że Nathan jest członkiem zespołu
„ The
Wanted”. No ale jak to powiedział Harry „ takie życie” Kiedy
dobiegłam do parku, już z daleka ujrzałam naszą ławkę , zawsze
na niej z Nathanem siedzimy nom i wprawdzie koło niej się
poznaliśmy. Na ławce przyklejona była następna karteczka „Uff,
pewnie jak to czytasz to znaczy że ją znalazłaś, już się bałem
że ktoś ją zwinie, podoba Ci się moja zabawa? Jeśli tak to idź
za strzałkami, pierwsza jest na drzewie, gdzie wyryte są nasze
imiona. Powodzenia.
Ps. Już
całkiem nie daleko. Nath”
W duchu
cichutko się zaśmiałam, cały Nathan, co on znowu wymyślił, ale
strasznie jestem ciekawa co to jest, więc nie pozostaje mi nic
innego jak iść za tymi wskazówkami.
* Po pewnym
czasie w domu Harrego
Wow, zastanawia
mnie ten wypadek, ta dziewczyna, to wszystko. To musiało coś
znaczyć. Zoey jest taka piękna, ale zapewne uważa mnie za
zadufanego w sobie dupka. Mam nadzieję że jeszcze ją spotkam.
Nagle usłyszałem szuranie na korytarzu i ktoś wtargnął do mojego
pokoju bez pukania.
- Lou, mówiłem
Ci żebyś nauczył się w końcu pukać !– lekko uniosłem głos,
na szczęście on się tym zbytnio nie przejął. Wyszedł z mojego
pokoju po czym rozległo się głośnie pukanie.
- Proszę
-powiedziałem – sorry Lou że tak na ciebie naskoczyłem
- Spoko Hazz ,
ale widzę że Cię coś gryzie, co jest? - spytał z troską
- No bo
wiesz... - zacząłem
- No nie Harry
Styles się jąka, to znaczy tylko jedno... moje małe Hazziątko się
zakochało – powiedział dumnie
- Co?! Wcale
nie – zaprotestowałem
- Wcale tak,
ale wiesz co foch normalnie, ja tu się tak o ciebie troszczę a ty
mnie zdradzasz, nie pomyślałeś o moich uczuciach a co z Larrym
Forever ?– powiedział płaczliwym tonem.Po chwili oboje
pokładaliśmy się ze śmiechu. Po krótce opowiedziałem Lou co i
jak.
- Ok, wiedzę
że sprawa jest poważna, ale niestety na razie nie da się nic z tym
zrobić. Nie znasz jej nazwiska, nie wiesz gdzie mieszka, w Londynie
jest dużo dziewczyn o imieniu Zoey. - powiedział Lou z nutką
smutku- przykro mi kochany.
- Trudno, masz
rację, ale jutro przejdę się jeszcze raz do Starbuksa po kawę,
może tam ją spotkam – powiedziałem z uśmiechem – przynajmniej
mam taką nadzieję.
* Zoey
Wreście
dotarłam jak się zdaję do ostatniej wskazówki.Zerwałam karteczkę
z drzewa i przeczytałam: „Odwróć się”. Gdy to wykonałam
zobaczyłam Nathana z bukietem czerwonych róż w ręku.
- A to dla
solenizantki – uśmiechnął się wręczając mi kwiaty
- Dzięki
słońce, wiesz że nie musiałeś – powiedziałam lekko muskając
jego policzek.
- Wiem, ale
chciałem. Mam coś jeszcze dla ciebie – mówiąc to wyciągnął
zza siebie mały pakunek, zawinięty w fiołkową folię na prezenty.
- Nath,
normalnie Cię wielbię – krzyknęłam po odpakowaniu prezentu.
Była to krótka beżowa sukienka.
- Cieszę się,
że ci się podoba, a teraz rusz tą swoją zgrabną pupcię i chodź-
zapowiedział mi
- Ale gdzie? -
zdziwiłam się
- Jak to gdzie,
na imprezę, kochanie zabiorę Cię do najlepszego klubu w mieście.
Ale najpierw musimy zajrzeć do ciebie – powiedział Nathan
- Ok, przecież
muszę się przebrać – przyznałam mu rację
- Dobra, nie
gadaj już tyle, tylko chodź – wypowiadając te słowa wziął
mnie pod ramię i ruszyliśmy.
No i co myślicie
o tym rozdziale? /Hazzoholiczka <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz