- Jak to gdzie, na imprezę, kochanie zabiorę Cię do najlepszego klubu w mieście. Ale najpierw musimy zajrzeć do ciebie – powiedział Nathan
- Ok, przecież muszę się przebrać – przyznałam mu rację
- Dobra, nie gadaj już tyle, tylko chodź – wypowiadając te słowa wziął mnie pod ramię i ruszyliśmy
- Nath, podaj mi proszę moją kosmetyczkę, leży w łazience na oknie! - zawołałam z głębi mojego pokoju
- Dobra, dobra tylko tak nie krzycz – odpowiedział podając mi moją zgubę
- Nie wkurzaj mnie już.No co za głupia szminka- krzyknęłam na widok odłamanej połowy. W którym kolorze szminki mi lepiej? - spytałam wpatrzonego we mnie Nathana.
- We wszystkim ci pięknie – wymruczał mi do ucha. Zaśmiałam się, po chwili dołączył do mnie blondyn, lecz jego chichot wydawał się z lekka wymuszony.
- Nie pochlebiaj mi tu, czerwona może być? - ponownie spytałam
- Jest OK – odpowiedział
Po długich przygotowaniach wyszliśmy z domu i udaliśmy się na podjazd, gdzie czekała na nas czarna limuzyna.
- Zwariowałeś?!- krzyknęłam wskakując mu na ręce- Normalnie cię wielbię!! - krzyknęłam
- Heh ja Cię też wielbię słońce – nawet nie wiesz jak bardzo ( powiedział po cichu, lecz ja i tak wszystko słyszałam)
Powoli uwolniłam się z jego uścisku i spojrzałam wzrokiem pełnym zaskoczenia
- Co powiedziałeś?? - zapytałam ironicznie. Chłopak powoli do mnie podszedł i wziął za rękę
- Zoey, od dawna chciałem ci to powiedzieć. Nie jesteś dla mnie tylko przyjaciółką. Ja czuję coś więcej... Kocham Cię – kiedy wypowiedział te dwa słowa, przestraszyłam się jak cholera. Nath i Ja, nie wiedziałam co w tej chwili mam zrobić. Większość ludzi widząc mnie z moim sławnym przyjacielem zakładało że jesteśmy parą, ale zbytnio się tym nie przejmowałam. A teraz to... Nie wiem czy mam zaryzykować, chociaż z innej strony, on ma rację od pewnego czasu staliśmy się dla siebie czymś więcej niż przyjaciółmi. Teraz to widzę Raz kozie śmierć – pomyślałam
- Ja tez Cię kocham Nathan – wypowiedziałam te magiczne słowa. I właśnie teraz wydarzyła się ta magiczna chwila. Kiedy Nath mnie całował czułam,motyle w brzuchu.
- No moja księżniczko, idziemy na podbój Londynu? - zapytał
No pewnie mój królewiczu – odparłam z powagą. Chłopak wziął mnie na ręce i wpakował do limuzyny. Droga nie zajęła nam dużo czasu, więc na miejscu byliśmy po dosłownie 30 minutach, co na Londyn to rekord świata. Gdy wysiedliśmy z samochodu, moim oczom ukazał się przepiękny budynek.
- I jak podoba ci się? - zapytał mój mężczyzna
- Wow, cudowny – oznajmiłam. Nath wziął mnie za rękę i weszliśmy do środka.
To było niesamowite kolorowe światła, tłum ludzi i wiele innych rozrywek, lecz w tym roztargnieniu dosłownie o wszystkim zapomniałam. W moim świecie byłam tylko ja i Nathan.
Z głośników płynęła akurat wolna piosenka, więc wepchaliśmy się na środek parkietu i zaczęliśmy kręcić się w rytm muzyki. Chciałam żeby było tak zawsze. Na zawsze tylko my. Lecz nie wiedziałam że właśnie w tym momencie zadaje komuś ból. Tym kimś był Harry.
* Z perspektywy Harrego*
Zobaczyłem ją w tłumie ludzi i kiedy zdecydowałem się do niej podejść, ujrzałem w jej ramionach Nathana Sykesa. Nie to nie może być prawda... Właśnie wtedy kiedy zadurzyłem się w tej pieknej dziewczynie, okazuje się że jak zwykle ktoś mi ją odbiera i ta osobą musi być właśnie ON. Nagle w pewnej chwili wspomnienia powróciły...
To było dwa lata temu, kiedy dopiero zaczynałem karierę w zespole. Może być to dla Was dziwne, ale rzez pewien czas przyjaźniłem się z Nathanem.Zwierzaliśmy się sobie ze wszystkiego, tak myślałem. Pewnego wieczoru, gdy byliśmy razem w klubie wpadła mi w oko pewna dziewczyna. Była cudowna, te jej blond loki i długie nogi. Wpatrywała się we mnie przez chwilę, po chwili posłała przepiękny uśmiech. Po prostu z wrażenia ugięły się podemną nogi.Podeszła do naszego stolika z cwaniackim uśmieszkiem i właśnie wtedy dostałem orgazmu od samego dźwięku jej głosu.
- Cześć chłopaki. -odparła
- Hej piękna- starałem się panować nad głosem, żeby nie wydał się dziwny.Nathan tak zwanie otaksował ją wzrokiem od góry do dołu i wymruczał.
- Co jest kotek, zgubiłaś drogę, może Ci pomóc? - zagadnął do niej, już po głosie mojego kumpla można było się domyśleć że jest nieźle wstawiony.
- Nie dzięki przystojniaczku, ale właśnie wpadł mi w oko twój kolega. - odpowiedziała na pytanie Natha. Widać że jego mina zrzędła i wysyczał pełen złości
- Wolisz tego gnojka ode mnie! - krzyknął tak głośno że większość głów zwróciła się właśnie na nas - Kochanie on nie może dać ci tego, co ja. Nie spodziewaj się dużo po tym chłopczyku- Oniemiałem z wrażenia. Czy właśnie mój najlepszy kumpel mną pomiata na oczach wszystkich ludzi? - zadałem sobie pytanie. Postanowiłem zareagować, bo ludzie zaczęli gromadzić się przy naszych stolikach i gdzieś zobaczyłem gościa z aparatem.
- Nathan, spokojnie jesteś pijany. Chodź zaprowadzę cię do domu - odparłem.
- Nigdzie z tobą nie idę Harry, przecież przy twoich zdolnościach możesz mnie po drodze zgwałcić. Taki pedałek jak ty...Dalszej części już nie słyszałem, nie chciałem słyszeć i pełen złości uderzyłem z całej siły Nathana w twarz z pięści. Widziałem zdziwienie w jego oczach, lecz po chwili oddał cios i tak zaczęła się bójka. Przez mgłę widziałem blask fleszy i zdumienie zgromadzonych. Po chwili podbiegli do nas ochroniarze i rozdzielili. Zabrali mnie na posterunek, a Nathana na izbę wytrzeźwień. Kiedy zadawali mi pytania związane z bójką czułem się nieswojo. Wypuścili mnie po godzinie. Wyjąłem telefon z kieszeni i zadzwoniłem do Louisa. Tylko on mógł mi wtedy pomóc. Kiedy przyjechał i opowiedziałem mu o całym zdarzeniu był bardzo zdziwiony.Pocieszał mnie i wtedy kiedy przeżywałem najgorsze zastępował przyjaciela.Od tego zdarzenia nie odezwałem się do Nathana ani słowem. I teraz, kiedy zobaczyłem go z Zoey coś we mnie pękło. Miałem ochotę podejść tam do niego i przywalić mu na oczach wszystkich, nie obchodziło mnie nic.Ale pomyślałem o NIEJ i pstanowiłem nie robić zamieszania, pewnie tylko by się przestraszyła i stanęła po jego stronie. Nie miałem pojęcia co zrobić. Piosenka na sali się skończyła i zobaczyłem jak Nathan i Zoey rozsiadają się na miejscach dla VIP obok nas.Dlaczego akurat obok mnie, nie chcę patrzeć na nich całujących się i trzymających za ręce.Spojrzałem lekko w bok i zobaczyłem jak dziewczyna zostaje sama przy stoliku. To własnie była dla mnie szansa, tylko musiałem ją dobrze wykorzystać.Z wielkich uśmiechem na ustach podeszłem do stolika Zoey.